Witaj.
Jeśli teraz zaczynasz czytać ten tekst, musisz wiedzieć – mówię specjalnie do Ciebie. To Ty będziesz potem nosić w sobie moje słowa. Być może dzięki nim odnajdziesz w sobie jakieś wgniecenie, które będziesz mógł w mig unormować. Może być też tak, że ten wpis przemielisz wzrokiem z prędkością światła i pójdziesz gotować obiad nie wracając już więcej pamięcią do moich przemyśleń. Jakąkolwiek wersję wybierzesz, wiedz, że to do Ciebie.
Jaką masz pracę? Stresującą czy wyluzowaną? Jaki jest Twój szef? Tyran czy kumpel? Jaka jest polityka Twojej firmy? Skierowana na pracownika czy na konsumenta? Szczerze wątpię, aby była skierowana na jedno i drugie. My to nie Ameryka. Dlaczego Cię o to pytam? Ponieważ od tego zaczyna się moja dzisiejsza historia. Od tego na jaki typ ludzi trafimy w podejmowanej pracy. Jakiś rok temu zaciągnęłam się do pracy w znanej sieciówce, gdzie moim zadaniem było usługiwanie ludziom, noszenie ciężkich kartonów, wykładanie towaru, potem sprawy na wyższym szczeblu takie jak: noszenie ciężkich kartonów, wykładanie towaru, ale już według określonych procedur, a także usługiwanie ludziom, ale tym razem już nie klientom a innym pracownikom -wyżej postawionym ode mnie.
Nie jest to najgorsza praca. Naprawdę. Zaczęłam ją lubić i to bardzo, ale dopiero od ostatnich dwóch tygodni. Powodem jest zmiana otoczenia, ekipy, miejsca. Firma wciąż ta sama, ale zupełnie inny komfort pracy. Jestem teraz na zwolnieniu lekarskim, już bez żadnych obaw, że gdy wrócę wszyscy będą śmiertelnie obrażeni. Okazuje się, że jestem dość poważnie chora, choć tego można było uniknąć.
Podczas wątpliwych rządów moich ostatnich dwóch kierowniczek w momencie, gdy człowiek chorował następował koniec wszelkich udogodnień i pozytywnych relacji. Caryce potrafiły nieźle uprzykrzyć życie, nastawić pół personelu przeciw zbrodniarzowi, który starał się podreperować własne zdrowie utracone – bądź co bądź – właśnie w zakładzie pracy. Z każdą infekcją, która prowadziła do bram miejscowej przychodni narastały wewnętrzne konflikty. I tak przez rok czasu. Uchylania się od gniewu “wszechwładnych” lub od reprymend lekarza, który mocno obstawał przy swoim, że trzeba na dłużej zostać w domu i się leczyć.
Ostatnio udało mi się wreszcie stanąć na straży własnych priorytetów, kiedy po raz pierwszy dostałam niewyjaśnionych objawów. Idąc do lekarza bałam się, że właściwie zaśmiecę swoją kartę tylko jakąś głupotą. Usiadłam na krześle, blada za sprawą stresu (zawsze czułam jakiś strach a może i szacunek przed białym kitlem) i powiedziałam:
– Wysoka gorączka, dreszcze i potężny ból głowy. Od trzech dni. I żadnych objawów więcej. Ani kaszlu, kataru, ani bólu gardła czy wymiotów. Nic.
Jestem już po badaniach, dziś mam iść znów do lekarza, który rozszyfruje moje wyniki. Zanim odesłano mnie do laboratorium postawiono 4 wstępne diagnozy: zapalenie opon mózgowych, mononukleoza, problemy z nerkami i układem moczowym oraz hiszpanka (grypa). Po telefonie do mojej Mamy pracującej wśród lekarzy doszła jeszcze anemia i białaczka. Tak, ten rak. I właśnie dziś zaczęłam się zastanawiać, czy warto wypruwać sobie żyły dla pracodawców, którzy nawet nie przyjdą na Twój pogrzeb jeżeli takowy się odbędzie. Czy warto kajać się u stóp przełożonego za każdym razem kiedy źle się czujemy? Czy warto chodzić przeziębionym, czy też chorym do pracy, byleby dobrze wypaść w oczach tych na wyższym stanowisku? Warto potem stresować się dzień w dzień i zastanawiać nad tym ile życia nam zostało? Nie panikuję, nie będę dopóki jasno mi nie powiedzą co mi jest. (choć znam historię chłopaka, który przyszedł z niedoleczoną grypą do pracy i poprzez wysiłek pękło mu serce. Miał 20-kilka lat) Może to tylko jakaś głupota, dwie tabletki i po sprawie. A może nie. Nieważne jaki będzie werdykt. Ważne, żeby jasno określić co powinno być dla nas najważniejsze.
Pracodawców na tym świecie są miliony, ale swoje zdrowie masz tylko jedno. A to źródło niestety nie jest niewyczerpalne. Każdego dnia go ubywa. Szanuj więc to, co Ci z niego zostaje i pielęgnuj, póki jesteś w pełni sił. Pracodawca-obrażalski nie ma tylu pieniędzy, by wykupić dla Ciebie kolejne źródło.
